[Recenzja] Sword Art Online RE: Hollow Fragment - dalsze losy Kirito w świecie morderczej gry

[Recenzja] Sword Art Online RE: Hollow Fragment – dalsze losy Kirito w świecie morderczej gry

Już od jakiegoś czasu w Japonii furorę robi anime Sword Art Online, opowiadające do przygodach grupy nastolatków uwięzionych w wirtualnym świecie gry MMO. Dla wszystkich, którzy jeszcze tego nie zauważyli, SAO jest jedną z moich ulubionych serii dlatego i gra z tego uniwersum musiała się pojawić. Cykl recenzji rozpocznę nie od najnowszej części, ale od wydanego na PS4 remastera gry z 2014 roku.

Pierwotnie Sword Art Online RE: Hollow Fragment debiutowało na PS Vita. Twórcy postanowili, że poprawiona i wzbogacona wersja trafi również na PlayStation 4. Produkcja jest zarówno remakem jak i sequel, zawiera w sobie zawartość Sword Art Online: Infinity Moment wydanego na PSP.

Tak samo jak w serii animowanej i light novel, wcielamy się w postać chłopaka imieniem Kirito. Gra kontynuuje historie przedstawioną w połowie pierwszego sezonie anime. Różnica jest taka, że po pokonaniu głównego bossa – Heathcliffa na piętrze 75, rozgrywka nie zostaje zakończona, a protagonista zostaje wessany na nieznany wcześniej obszar – Hollow Area. Poznaje tam tajemniczą dziewczynę, która w przeciwieństwie do niego nie potrafi opuścić nowo odkrytego sektora. Naszym celem staje się pomoc świeżo poznanej piękności w tajemniczej krainie, oraz dotarcie do ostatniego piętra Aincrad. Jak już wspomniałem, przygoda w latającym zamku jest alternatywną wersją dalszych wydarzeń z serialu animowane. Wszyscy fani będą ponownie mogli oglądać perypetie grupy bohaterów podczas ich drogi przez kolejne piętra do setnego. Ten scenariusz jest mocno humorystyczny, zobaczymy wiele gagów i zabawnych scenek, dane nam też będzie poromansowanie z żeńskimi postaciami. Wątek HA jest dużo mroczniejszy i cechuje się większą powagą, w nim będziemy skupiać się na odkrywaniu tajemnicy regionu i eksterminowaniu jego mieszkańców. To wyjątkowo udane połączenie pozwalające na granie zależnie od naszego nastroju. Sam często korzystałem z możliwości zmiany krainy.

Przy przenoszeniu produkcji między handheldem a stacjonarna konsolą twórcy postarali się o poprawienie grafiki i rzeczywiście widać spory skok jakościowy. Gra działa w wysokiej rozdzielczości w stabilnych 60 klatkach. Niestety nie ma tutaj rewolucji, więc osoby przeczulone odnośnie spraw graficznych mogą odczuwać pewien dyskomfort. W moim odczuciu wszystko, mimo lekko zardzewiałej oprawy graficznej, jest spójne i przypomina trochę darmowe MMORPG. Dopadła mnie nostalgia podczas oglądania nieco lalkowatego wykonanie postaci oraz ascetycznych i kolorowych teł. W przeszłości dużo grałem w Ruens of Magic i inne tym podobne tytuły, dlatego przy Hollow Fragment od razu poczułem się jak w domu.

Odnośnie muzyki trudno napisać cokolwiek, ona jest i nawet przyjemnie się jej słucha. Niestety wpada jednym, a wypada drugim uchem, nie zostając w pamięci. Jest to smutne w obliczu bardzo fajnego soundtacku, którego możemy słuchać w anime. Myślałem, że po raz kolejny wkręcą mi się dynamiczne kawałki do walk, czy smutne melodie w chwilach bardziej dramatycznych – niestety dość mocno się zawiodłem. Gra ponownie ma jedynie dubbing w wersji japońskiej. Jest to ogromny plus produkcji – dzięki temu usłyszymy tych samych aktorów podkładających głosy co w anime. Oczywiście dla wszystkich nie znających języka Kraju Kwitnącej Wiśni autorzy zaimplementowali angielskie napisy. Te również zostały poprawione względem vitowej wersji, zawierają mniej błędów i są lepiej zrozumiałe dla zachodniego odbiorcy.

Zależnie od tego, czy odwiedzamy oryginalny świat SAO (Aincrad) czy przebywamy w Hollow Area, rozgrywka może przebiegać inaczej. Ogólny rdzeń zabawy stanowi zwiedzanie poszczególnych labiryntów lub lochów oraz walka z ich rezydentami. Spostrzegawcze osoby spotkają wiele potworów do złudzenia przypominających te pokazane w wersji animowanej. O ile jednak w Aincradzie nasza swoboda została nieco ograniczona, tak Hollow Area oferuje zupełnie otwarty świat, który można dowolnie przemierzać w systemie lokacji połączonych. Wolność eksploracji od czasu do czasu będą psuły nam długie ekrany ładowania i autozapisu. Do tego trzeba przywyknąć, ponieważ manualny zapis w dowolnym momencie jest po prostu niemożliwy. Podczas zwiedzania będziemy mogli wykonywać liczne zadania poboczne, niektóre pojawiające się nagle i posiadające ograniczenia czasowe. Osobiście nie jestem fanem grania na czas. Wolę zdecydowanie spokojniejszą zabawę, dlatego ww. misji nie robiłem za dużo. Ważnym aspektem rozgrywki jest dbanie o relacje z naszymi znajomymi, pozwoli to na odblokowanie unikatowych scenek (głównie romantycznych) oraz pewnych konkretnych zadań. Dostajemy pełną wolność w tym z kim chcemy przebywać i jak długo. Jeżeli ktoś uważa, że Asuna nie pasuje do Kirito, tutaj może to zmienić.

Starcia z przeciwnikami toczymy w czasie rzeczywistym, aczkolwiek szybkość naciskania przycisków nie ma dużego znaczenia, bo walczące postacie same zadają podstawowe ciosy. Oprócz poruszania się, gracz używa jedynie ataków specjalnych oraz wydaje rozkazy partnerowi kontrolowanemu przez sztuczną inteligencję gry. Mimo prostoty, potyczki są naprawdę bardzo dynamiczne i widowiskowe, szczególnie podczas używania umiejętności. Początkowy może wydawać się, że na polu bitwy panuje chaos jednak szybko przyzwyczajamy się do sposobu walki, szczególnie że nasz towarzysz na bieżąco podpowiada najodpowiedniejszą strategię.

Walkę ułatwia bardzo wygodne i intuicyjne sterowanie. Podstawowe zdolności podpięto pod guziki na padzie, natomiast górne triggery dają dostęp do palet z umiejętnościami bojowymi. Oczywiście każda po użyciu musi się naładować nim skorzystamy z niej ponownie. Potężne ataki łączone to podstawa, jeśli chcemy szybko pokonać adwersarza. Niestety, pomimo licznych walk, poziom doświadczenia protagonisty zwiększa się zatrważająco wolno, co znacznie utrudnia HA. Tamtejsi przeciwnicy są o wiele bardziej wymagający niż ci w Aincradzie. Kilka razy do wykonania misji musiałem zmienić region i odrobinę dopakować mojego bohatera. Postać rozwijamy poprzez wydawanie specjalnych punktów na nowe umiejętności. Te zaś prezentowane są w formie wygodnego drzewka, rożnego dla każdego rodzaju broni jaką walczymy. Każdy bardzo szybko połapie się we wszystkich menusach i konfiguracjach, mnie zajęło to nie więcej niż 10 minut.

Problem z małą ilością doświadczenia można łatwo rozwiązać w trybie multiplayer. Tam potwory po zabiciu dają więcej punktów EXP i oraz drobią rzadkie materiały potrzebne do stworzenia potężniejszego uzbrojenia. Walka sieciowa jest tutaj nowością, nie było jej w wersji na na PS Vitę. Tryb pozwala zbudować drużynę z maksymalnie 5 osób i zaliczać nią specjalne zadania na obszarze Hollow Area. Niestety misji do wyboru jest za mało i szybko nużą przez swoją powtarzalność. Minusem jest fakt, że żywi gracze nie są w stanie pomóc nam w questach fabularnych. Tutaj twórcy się nie postarali i bardzo mocno zmarnowali potencjał.

Pomimo przestarzałej oprawy wizualnej i kilku wpadek, SAO RE: Hollow Fragment bardzo dobrze oddaje klimat serii anime oraz znakomicie imituje grę sieciową. Fani serialu z pewnością będą zadowoleni, jeśli zdecydują się na zakup tytułu. Pozostali miłośnicy jRPG mogą być odrobinę zawiedzeni, ale im również polecam spróbowanie. Jeżeli gra nie przypadnie im do gustu to może chociaż odkryją nowe fascynujące uniwersum i zainteresują się anime, mangą i light novel. Te ostatnie zdecydowanie polecam i zapraszam do przeczytania o nich na naszym blogu.

Plusy:
  • nostalgiczny klimat
  • ciekawa fabuła
  • dwie różne ścieżki fabularne
  • intuicyjny system walki i kooperacji z AI
  • to SAO! 🙂
Minusy:
  • tryb multiplayer
  • utrudniony rozwój bohatera
  • często nużące zadania
  • nierówny poziom trudności
Ocena ogólna
Sword Art Online RE: Hollow Fragment, boberski, 2020-09-01

Platformy: PS4
Rok wydania: 2015
Producent: Bandai Namco

Oryginalnie materiał opublikowany na stronie expij.pl.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments