Dzisiaj kolejne małe święto, już 200 dni czytacie moje codzienne popisy literackie! Nigdy nie przypuszczałem, że wytrwam tak długo, ba myślałem, że walne wszystko po nie więcej niż miesiącu. Każde świętowanie wymaga odpowiedniej oprawy, uznałem fajerwerki za najlepszą możliwą opcje. Oczywiście moje będą lekko inne… 😛
Pomimo że pierwszy dzień astronomicznej wiosny był już dobre pięć dni temu, to dopiero dzisiaj faktycznie czuć ją w powietrzu. Nareszcie, po kilku miesiącach ciemnego, szarego i ogólnie depresyjnego klimatu mamy widok na poprawę!
Cała pandemia i sytuacja w kraju z nią związana dawno przekroczyła granice absurdu. Kiedyś na wszystko patrzyłem z niepokojem, później z lekkim wkurwieniem, teraz po prostu z politowaniem. Przed nami kolejny lockdown, dokładnie taki sam jak poprzednie, który ponownie nic nie da poza zirytowaniem kilku milionów ludzi i zabiciem kilku biznesów…
Dzisiaj był zabawny dzień, cały świat w tym moja firma na chwilę się zatrzymały. Całą heca spowodowana była awarią jednego z największych systemów operacyjnych na urządzenia mobilne. Tak, tak drogie dzieci, aplikacje androidowe zaczęły padać jak muchy, a ludzie z szeroko pojętego IT przecierać oczy… 😛
Dzisiaj pierwszy raz od ponad tygodnia, w pewnym momencie dnia, naprawdę poczułem się lepiej. Pamiętacie moje poprawki do API mobilnego, a których pisałem tutaj? Szybciej niż się spodziewałem nastał czas rewizji mojego kodu, dzisiaj postanowiłem zweryfikować to co popełniłem tam w minioną sobotę…
Mam zdecydowanie dość chorowania i upośledzenia umysłowego z tym związanego. Dzisiaj postanowiłem zebrać się w sobie i zrobić coś pożytecznego, chociażby dla jednej osoby… Boje się, że jak zawsze na dłuższą metę nie przyniesie to za wiele dobrego, a ja złapię się ze zgrozą za głowę, jak już wróci mi zwyczajowa jasność myślenia i popatrzę w to co dzisiaj spłodziłem… 😛
Ten tydzień zdecydowanie nie należy do najbardziej udanych w historii… Najpierw chorowanie, cztery dni wyjęte z życia. Gdy już myślałem, że wszystko wróciło do normy musiałem dostać tak upierdliwego bólu głowy, że praktycznie nie spałem całą noc… Witam w czwartku zagłady… :/
Jak to się mówi: środa minie tydzień zginie, ten konkretny był akurat mocno niekomfortowy ze względu na chorobę, która na szczęście została pokonana. Przynajmniej w stopniu pozwalającym na normalne i w miarę komfortowe funkcjonowanie…
Dzień trzeci, zatoki nadal nie odpuszczają i jestem cały dzień śpiący. Postanowiłem zrobić sobie dwa dni wolnego w nadziei, że wszystko przejdzie. Opcjonalnie mogę sobie być nadal chory byle tylko nie musieć smarkać nosa co trzy sekundy…
Dzień drugi umierania, jest lepiej niż wczoraj ale nadal z nosa leci mi jak z kranu, a od wycierania srajtaśmą cały jest czerwony. Po prostu weekend idealny, no rzesz kurwa, ja pierdole…