Nawet nie uwierzycie co mi się przytrafiło, dostałem wczoraj przeuroczy telefon od jeszcze bardziej uroczej pani… Zapewne zastanawiacie się dlaczego rozmowa z kobietą wzbudziła moją tak wielką ekscytację… Aby się tego dowiedzieć musicie czytać dalej! 😉
No siema, dzisiaj sobota, dzień bardzo słoneczny w sam raz na jakiś spacer albo chociaż wylegiwanie się na balkonie. Widzę jednak, że nadal są jakieś osoby, które zamiast próbować nabawić się udaru siadają przed bezpiecznym komputerem i czytają ten wpis! Dzięki… 🙂
Biorąc pod uwagę obrazek oraz tytuł dzisiejszego wpisu, dla niektórych może być zaskoczeniem, że nie o anime będzie mowa 😛 Po prostu nie mogłem znaleźć nic odpowiedniego do tematu, więc pojawił się Souma (ten ziomek tak się nazywa… to kucharz.. ech gdzie Wy się chowaliście… :P).
Dzisiaj sobota, dzień w którym zazwyczaj podrzucam coś interesującego do obejrzenia, o ile już to robię. Nadal nie czuje się najlepiej dlatego z radością zamiast smętnego pierdolenia o tym, że coś mnie boli podrzucam filmik, który wzbogaci Waszą wiedzę…
Mamy dość specyficzne potrzeby żywieniowe, znaczy Trik i ja, dlatego nie często coś zamawiamy, a raczej gotujemy. Jednak w życiu każdego przychodzi czas, w którym nie chce się człowiekowi stać nad garami i kuchenką. Wtedy do akcji wkraczają cateringi z dowozem…
Trzy tygodnie temu opublikowałem recenzję serii “Anita Blake: Zabójca Wampirów” (tekst znajdziecie tutaj). Napisałem wtedy, że książki nie są dla dzieci oraz, że jestem w trakcie słuchania trzeciej części (tak, tak korzystam z audiobooków). Jak zapowiadałem, swojej przygody z cyklem nie zakończyłem, teraz słucham tomu siódmego…
Przed wami trzeci odcinek serialu “Przeziębiony z przypadku”, dwa poprzednie możecie zobaczyć tutaj i tutaj. Nie to żebym miał Was za głąbów… po prostu zawsze łatwiej kliknąć jak się ma podane, zamiast zastanawiać: “o co mu kurwa chodzi….”. Wracając do głównego tematu, nadal choruję i dodatkowo jest jeszcze goręcej niż było wczoraj, co zdecydowanie nie pomaga…
Dzisiaj postanowiliśmy udać się ż Trikiem do lokalnego zwierzyńca i nie, nie mam na myśli żadnego akademika. Jak głosi tytuł wpisu celem naszej dzisiejszej wyprawy był ogród zoologiczny, w skrócie ZOO.
Kolejny wpis z cyklu edukacyjnych, przy okazji pisania tej notki zauważyłem, że mam tendencje do większego zainteresowania takimi treściami w weekend 😛 Skoro mnie coś interesuje, a Wy mam nadzieję jesteście tutaj po to żeby posiedzieć chwilę w mojej głowie, to zakładam że będziecie zadowoleni… 🙂
Pierwszy raz w historii tej strony mamy tekst sponsorowany! Oczywiście nie dostaję za to pieniędzy, ani nic podobnego co dla niektórych może być chujowym sponsoringiem, mnie się nawet podoba 😛 Po prostu, zostałem wywołany do tablicy, zatem jestem… 🙂