Dzisiaj pierwszy raz od ponad tygodnia, w pewnym momencie dnia, naprawdę poczułem się lepiej. Pamiętacie moje poprawki do API mobilnego, a których pisałem tutaj? Szybciej niż się spodziewałem nastał czas rewizji mojego kodu, dzisiaj postanowiłem zweryfikować to co popełniłem tam w minioną sobotę…
Dzień trzeci, zatoki nadal nie odpuszczają i jestem cały dzień śpiący. Postanowiłem zrobić sobie dwa dni wolnego w nadziei, że wszystko przejdzie. Opcjonalnie mogę sobie być nadal chory byle tylko nie musieć smarkać nosa co trzy sekundy…
Dzisiejszy dzień, pomimo że słoneczny to jednak był smutny. To własnej dzisiaj opuścił mnie bliski przyjaciel, mój wierny kompan, na dobre i złe. Najsmutniejsze jest, że wcale nie był stary i zdecydowanie miał przed sobą jeszcze wiele lat… Niestety nie było mu dane cieszyć się dalej życiem…
Na Nerdzie pojawiła się eksperymentalna funkcja, widoczna dla wszystkim odwiedzających w lewym górnym roku strony. Postanowiłem iść w międzynarodowość i od dzisiaj wszystkie materiały na stornie, dotychczasowe i przyszłe, będą tłumaczone na język angielski!
Zdecydowanie za mało korzystam z projektora i ekranu (tutaj). Poświęciłem sporo czasu na zamontowanie w dużym pokoju wielkiej białej płachty na ścianie i przygotowaniu odpowiedniego okablowania, a jednak jakoś nie było za bardzo okazji na wykorzystanie wszystkiego. Dzisiaj postanowiłem to zmienić!
Dzisiaj był dobry dzień, pierwszy od bardzo dawna na tyle długo słoneczny, że aż cieszyłem japę z tego powodu. Człowiekowi od razu robi się lepiej na sercu i duszy jak wstając rano nie ogląda szarego nieba, chmur i snujących się wszędzie, wkurwionych na świat bliźnich.
Dzisiaj wziąłem się ponownie za pieczenie! Nie mogę być gorszy od Trika i jej genialnej fit szarlotki, dlatego zaraz po godzinach dla serników ruszyłem do sklepu celem zakupienia ostatniego, kluczowego składnika. W przerwie między kolejnymi zadaniami w pracy, zabrałem się za tworzenie swojego arcydzieła…
Zima zaskoczył drogowców, piekarzy, listonoszy, kurierów, demony, wampiry, zombie, nauczycieli, stare baby, gderliwych facetów… no ogólnie nikt się nie spodziewał tego co mamy, podobnie jak hiszpańskiej inkwizycji. Jak mówili że dowali mrozem nikt nie wierzył, jak już dowaliło wszyscy płaczą. Ironia losu 😛
Zgodnie z moimi przemyśleniami, tą nieco bardziej pozytywną część możecie przeczytać tutaj, dzisiejszy poranek był lekko mówiąc nerwowy. Przez “lekko mówiąc” nam na myśli “monumentalnie”, a pisząc “nerwowy” tak naprawdę myślałem “wkurwiający, do punku, w którym planowałem anihilację rasy ludzkiej”. Syndromu poniedziałku jak się patrzy 😛
Jak człowiek urlopuje przez dłuższy czas to jedyną pewną rzeczą jest, że się rozleniwi, zaburzy mu się harmonogram spania, jedzenia, stawiania kloca i ogólnie każdy inny, jaki miał. O ile bycie w tym stanie w trakcie wolnego, to całkiem niezła zabawa, tak powrót do szarej pracowej codzienności później jest cholernie trudny i zdecydowanie mało miły.